W KRAINIE MINIATUR

O tajemnicach warsztatu modelarza opowiada Mubariz Aghayev – architekt, absolwent Politechniki Warszawskiej, autor makiety Centrum Serwisowego pociągów dużych prędkości oraz dwóch wagonów pociągu EIC Premium

Zapewne często słyszy Pan pytania: „Ale jak Pan to robi?”, „Jak się tworzy takie cuda?”…

Bardzo często. Zawsze na nie odpowiadam, że to tajemnica warsztatu. I wcale nie kłamię, naprawdę tego procesu nie da się opisać jednym zdaniem, w ogóle trudno to wyrazić słowami. A padają też pytania bardziej konkretne, na przykład: „A czy oddychasz podczas klejenia?” albo „Najtrudniejsze elementy robisz rano czy wieczorem?”.

I jak brzmi odpowiedź?

Doświadczony modelarz bezwiednie wstrzymuje oddech podczas skomplikowanych czynności. Maksymalne skupienie, bezdech i gotowe. Do tego jeszcze warto pomyśleć o czymś przyjemnym. To nawet zostało naukowo udowodnione, że wykonując trudne i precyzyjne prace, wracamy myślami do pozytywnych momentów. To nas uspokaja.

Ile czasu zajęło Panu stworzenie makiety Centrum Serwisowego?

Na zrealizowanie tego projektu miałem niecały miesiąc. Planując działania, nigdy nie zastanawiam się, ile czasu potrzebuję na wykonanie, ale ile go mam. Znam termin końcowy i wiem, że muszę się wyrobić. Zawsze pracuję do ostatniej chwili. Patrzę na zegarek, montuję ostatnią rzecz i oddaję.

Czy ten projekt różnił się od innych dotychczas przez Pana wykonywanych?

Ten obiekt był interesujący, ale raczej standardowy. Za to obecnie pracuję nad bardziej nietypowym – też dla PKP Intercity. Przygotowuję makietę składu pociągu. To jest zupełnie inna praca. Pociąg to obiekt ruchomy, aerodynamiczny, który ma wymiary określone standardami międzynarodowymi. W dodatku przy tak prestiżowym projekcie ważny jest nie tylko wygląd. Pasażer musi widzieć, że mógłby tam wygodnie usiąść i wypocząć. Makieta ma za zadanie pokazać efekt końcowy pracy całej armii ludzi, którzy skonstruowali ten pojazd w rzeczywistości – projektowali, uzgadniali, budowali…

Po co nam makiety?

Większość z nas jest wzrokowcami. Patrzymy na obiekt, ogarniamy obraz całości i wyobrażamy siebie, co jest w środku. Tylko nieliczni, najczęściej osoby zajmujące się tym zawodowo, skupiają się na sposobie wykonania czy zastosowaniu nietypowych rozwiązań.

A na co Pan jako profesjonalista zwraca uwagę, patrząc na inne makiety?

Zawsze próbuję dociec, jakimi sposobami modelarz rozwiązał najtrudniejsze kwestie. Zastanawiam się, jak zinterpretował obiekt, jak udało mu się połączyć wszystkie elementy i nie popełnić błędu. Niestety wszelkie pomyłki rzucają mi się w oczy. Potrafię dostrzec drżenie ręki, niepewność czy pośpiech.

Pracuje Pan samodzielnie?

Próbowałem kiedyś stworzyć zespół, który miał wykonywać wspólnie projekty. Jednak współpraca nie udała się. Zbyt wiele rozmów i sporów, a zbyt mało pracy. Jeśli podejmuję się realizacji zadania, biorę za nie pełną odpowiedzialność. Poza tym, każdy zna swój organizm najlepiej. Ja wiem, jak mogę uspokoić samego siebie przed przyklejeniem najtrudniejszego elementu. Jak widzę drżące ręce współpracownika to wolę sam to zrobić, a jemu radzę odpocząć i zrelaksować się. Jest jeszcze jedna kwestia… Pracując zespołowo, nie da się zachować tajemnicy warsztatu.

Od czego najlepiej zacząć pracę nad nowym projektem?

Po pierwsze do każdego projektu trzeba podejść indywidualnie, a po drugie – ilu modelarzy, tyle sposobów na wykonanie. Każdy robi po swojemu. Według mnie najlepiej zacząć od wyliczeń. Zaplanowanie wszystkiego, biorąc pod uwagę czas, możliwości i materiał, wiele ułatwia. A później to już improwizacja – szukanie dróg i eksperymentowanie. Sprawdzanie, czy nasze pomysły dadzą się wykonać, czy raczej wprowadzą nas w „ślepą uliczkę”. Tak się zdarza. Grunt to umieć pokonywać przeszkody, na które natrafiamy. Przy takich projektach jak pociąg najpierw trzeba przygotować wszystkie elementy z osobna. Zanim przystąpię do klejenia, muszę uzbierać i pomalować – i to oddzielnie – każdą postać, każde krzesełko i każdy stoliczek. A później znaleźć odpowiednią ścieżkę, aby je umieścić w środku.

Co jest najważniejsze podczas tej pracy?

Słowem kluczowym z pewnością jest porządek – sprawdza się w planowaniu, myśleniu i działaniu. Wbrew pozorom nie musi być w całej pracowni… U modelarza wszystkie śmieci leżą na podłodze. Dlaczego? Żeby przypominały, że to, co najważniejsze znajduje się na stole. Wycinając jakikolwiek potrzebny fragment, od razu zrzucam resztę ze stołu, aby mnie nie rozpraszała.

Zamiłowanie do modelarstwa to tylko praca czy też pasja z dzieciństwa?

Mój zawód jest jednocześnie moją pasją. Od dziecka miałem zdolności manualne, rzeźbiłem i umiałem malować. Co prawda moim marzeniem był zawód chirurga, ale życie potoczyło się inaczej i marzenia się zmieniły.

Istnieje wymarzony projekt – taki, który chciałby Pan mieć w swoim dorobku?

Warszawa z lotu ptaka... Kilka lat temu usłyszałem o ogromnych makietach przedstawiających stolice. Zapragnąłem stworzyć miniaturę Warszawy. Miałem nawet kilka pomysłów, ale niestety na nich się skończyło. Chciałem zebrać wszystkich modelarzy i zbudować to wspólnie, ale inni mieli mniej zapału… Ten projekt wciąż pozostaje prawdziwym wyzwaniem.

Marzec 2013 r.